blog background
 
Karol Furmanik: Psychoterapia. Postscriptum.
psychologia, psychoterapia, filozofia, gestalt
metka_epoznan
Czy teraz staniemy się lepsi?
ok
4
not ok
2
liczba odsłon: 378

Być może psychologowi nie wypada być w takich sprawach pesymistą, jestem jednak sceptyczny, albo mówiąc pełniej, mam postawę pogodnego sceptycyzmu gdy słyszę, jak to pozytywnym skutkiem epidemii będzie nasza przemiana. Psychoterapia uczy raczej realizmu i odpowiedzialności niż pozytywnego myślenia.

 

Nie neguję dobra, które się dzieje w związku z epidemią, łańcucha solidarności i pomocy. Ale rozważam pytanie, co musi się stać, aby nasza mentalność zmieniła się trwale, aby nie były to tylko chwilowe zachowania?

 

Przeczuwamy, że postanowienia nie wystarczą. Przed Wigilią Bożego Narodzenia zawsze jesteśmy lepsi. Więcej samochodów zatrzymuje się przed przejściem dla pieszych. Więcej uprzejmości w kolejce do sklepu. A potem znów coś sprawia, że robimy się gorsi.

 

Czy w widoczny sposób ludzkość wyciągnęła naukę z wydarzeń XX wieku?


Albo z innych epidemii w historii, np. z dżumy Justyniana? (ok. 25 milionów ofiar). A z czarnej śmierci? (ok. 50 milionów). Hiszpanka? - 30 milionów.


Trudno powiedzieć, aby po każdym z tych kataklizmów nasz zacny gatunek wspiął się duchowo o kolejny szczebel i nastały lepsze czasy.

 

Z psychologicznego punktu widzenia, trudno wciąż myśleć o zgrozie. Zdaniem psychologów egzystencjalnych, najbardziej fundamentalnym i uniwersalnym ludzkim doświadczeniem jest lęk anihilacyjny, tj. strach przed śmiercią. Jedynie na krótko zwykła, „normalna” jednostka jest w stanie kontaktować się świadomie z tym uczuciem. Potem włączają się w nas mechanizmy wyparcia, zaprzeczania, dystansowania się.

 

Wpadł mi dziś „w ręce” (w zasadzie to w ekran) jeden z lepszych artykułów, jakie czytałem od początku marca:

 

„Stało się coś nieoczekiwanego, ale nie zmieniło to niczyjej opinii o świecie. Lewica jest jeszcze bardziej lewicowa, wolnorynkowcy są jeszcze bardziej wolnorynkowi, antyszczepionkowcy jeszcze bardziej podejrzliwi, scjentyści jeszcze bardziej naukowi, wierzący jeszcze mocniej wierzą, bo wreszcie mają dowód, a niewierzący jeszcze wyraźniej widzą, jak bardzo wiara jest bez sensu”.

Paweł Doździak, „Upadają mity”, Polityka, 26.04.2020

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1954108,1,upadaja-mity-wirus-okazal-sie-bomba-mentalna.read

 

„Mechanizm wyparcia jest zawsze taki sam: trzeba zadać sobie jakąś niewygodę. W tej sytuacji tę rolę odgrywa kwarantanna: wszyscy posiedzimy w domach dwa, może trzy miesiące, poniesiemy straty, krzywa umieralności na moment się obniży. Poświęcimy wakacje – dla wielu z nas pracujących ciężko w korporacjach wakacje to sens życia. Za chwilę pojawiają się nowe tematy. Na przykład pożary lasów. Będzie gorąco. Wyjdziemy do pracy. I wyprzemy, bo nie mamy innego wyjścia.

(…)

W końcu nauczymy się wypierać to całkiem, skoro nie ma się na to wpływu, a nie będziemy gotowi całkowicie zrezygnować z tego, co daje życie – tylko po to, żeby mieć stuprocentową pewność bezpieczeństwa. Będziemy żyli z ryzykiem i wypartą winą, zamiast bez ryzyka i bez winy trwać. I chciałbym jedną rzecz zastrzec w tym miejscu – absolutnie nie twierdzę, że tak należy uczynić. Nie. Po prostu myślę, że tak prędzej czy później uczynimy”.

(tamże)

 

Dlaczego tak trudno nam się zmienić?

Dlaczego ludzie niełatwo wyciągają trwałe lekcje?

 

Myślę, że dzieje się tak z dwóch powodów: swoistego egocentryzmu i krótkowzroczności.

 

Otóż, nasza tożsamość jest bardzo regionalna a planowanie zwykle nie wykracza poza własne życie. Myślimy przede wszystkim lokalnie, nie myślimy globalnie (nie mylić z globalizmem). Proszę nie zrozumieć mnie źle. Popieram podtrzymywanie lokalnej kultury i tradycji. Niech Wielkopolanie podtrzymują swoją gwarę a Podhalanie swoją. Chodzi mi o to, że pielęgnując wyłącznie wąską tożsamość i dumę narodową, tracimy z oczu nadrzędną tożsamość jako istot ludzkich, jako homo sapiens, który w skali historii wszechświata (załóżmy, że to około 13,8 mld lat) istnieje tu od kilku chwil i za chwilę z byle powodu może po prostu przestać istnieć. Mówimy: „Jeżyce to mój dom” i Piątkowo już niewiele nas obchodzi, tam może nie być prądu. Jeśli granica „my” przebiega wzdłuż określonej rzeki, to po drugiej stronie są „oni”, którzy czasem będą nam obojętni, a w gorszym wypadku mogą być obiektem drwiny lub rywalizacji. Tymczasem nasz dom to ta piękna błękitno – biała bańka mydlana; albo ta niebieska kropka, którą sfotografowała sonda Voyager I opuszczając w 1990 roku Układ Słoneczny. Rozumieją Państwo, o co mi chodzi? Nie, to nie jest ani ezoteryka, ani new age. To jest troska o nasz wspólny dom, o spokojne dorosłe lata naszych dzieci, ich dzieci i tak samo dzieci niemieckich, żydowskich, ciemnoskórych, żółtoskórych itd. Aby wyciągać trwałe lekcje, musimy być bardziej empatyczni wobec innych ludzi i dalekowzroczni.

 

Każdy, kto pracuje z ludźmi, czy to psychoterapeuta, duchowny czy nauczyciel, wie, że zmiana wewnętrzna to subtelny i długotrwały proces oraz że w pewnym sensie wszyscy w tym procesie współzależymy od siebie.

 

Niektórzy mówią, że epidemia jest impulsem do stania się lepszym. Według mnie ani lepszym, ani gorszym; jest nieszczęściem nie pierwszym i nie ostatnim w historii znanego nam świata.

 

Wierzę, że rozwój ludzkości rządzi się zasadą spiralną. Bez końca powracamy do miejsc, w których już byliśmy, jednak z nadzieją, że tym razem zrobimy to coś nieco inaczej, może lepiej. Ucząc się, czasem robimy krok do przodu, czasem do tyłu. Dobrze jest, jeśli tych kroków do przodu finalnie okazuje się nieco więcej.



WASZE KOMENTARZE
Autor bloga wyłączył możliwość komentowania tego wpisu
avatar
KAROL FURMANIK
postscriptum.epoznan.pl
RSSsend_message
Z zawodu psychoterapeuta, superwizor.
Prywatnie mąż i tata dwójki dzieci.
Mieszka i pracuje w Poznaniu.
POLECANE STRONY
http://www.kontrapunkt.pro
ARCHIWUM WPISÓW
Czy teraz staniemy się lepsi? (27 kwi 2020)
Wolniej (25 kwi 2020)
Czym różni się psychoterapia od porad? (24 kwi 2020)